Kiedy coś koło roku temu wygrzebałam wzmiankę o tym że Burton zabiera się za kręcenie "Alicji w Krainie Czarów" byłam w siódmym niebie.
Gdy zobaczyłam, że Depp zagra Kapelusznika - było mi jeszcze przyjemniej, nie wiem czemu, ale tego pana akurat lubię. ;)
Ale kiedy zobaczyłam że Disney dobrał się do tego filmu, zrobiło mi się przykro. Wiedziałam, że burtonowy klimacik zostanie zjedzony, kosztem stworzenia bajki dla całych rodzin.
No i jak oczekiwałam, tak było, kropka w kropkę.
Fabuła, no cóż, "Alicja po drugiej stronie lustra" byłoby tu chyba lepszym tytułem dla filmu. Bo z "Krainy Czarów" zostało chyba tylko wspomnienie Alicji z czasów dzieciństwa...
Klimatu, który tak lubię w filmach Burtona w sumie brak. Trochę mgieł, snujących się dymów, wyimaginowany świat, pokręceni bohaterowie - to wszystko było jak miało być, bo tak też było w książce (a przynajmniej książka zmuszała do wyobrażenia sobie tego). Słowem - nic zaskakującego.
Muzyka też niby była, ale jednak jakoś średnio się na nią zwracało uwagę. A już o pomstę do nieba woła piosenka na samym końcu (co jak co, ale Avril to ja po prostu chyba nie lubię :P), ale tu co kto lubi tak na prawdę.
Oczywiście animacja, kreacje bohaterów - wszystko to było dobre. Technicznie film był ciekawy. Przyjemny do obejrzenia. Ale pozostał bajką, a nie tym co chciałabym zobaczyć jeszcze rok temu.
Raczej.
Nie, to nie miała być recenzja. To miało być wyżalenie się, ot co.
I frygidrygajcie.
... a ja właśnie bawię się Chromem. A co. ^^ Ogólnie, to ostatnimi czasy z Operą było co raz gorzej. Pomijając Unite oczywiście. Ale aż mnie naszła ochota na Chroma. O.
1 komentarz